Ciasteczka Linzertorte ze świątecznymi życzeniami.

Ciasteczka Linzertorte ze świątecznymi życzeniami.


Grudzień zjawił się zbyt szybko, a przecież to czas na pieczenie ciasteczek. Bez względu na okoliczności muszą one być, bo są  nieodłącznym smakołykiem tego okresu. Tym razem podajmy przepis na takie, które najlepiej jest upiec nie szybciej, jak około tygodnia przed świętami. Receptura, z której korzystamy od wielu lat jest autorstwa Ani-Bajaderki. Do wykonania ciasteczek najlepiej mieć bliźniacze wykrawacze, z których jeden ma środek do wycięcia okienka. Można wykrawacze do tych ciastek kupić bez problemu w specjalistycznych sklepach, a potem również wykorzystać je do wykrawania innych ciastek. Do przekładania używamy domowej konfitury z malin, która robiona jest latem właśnie z myślą o tym wypieku (niezbyt słodka, pięknie kontrastuje z przysypanymi pudrem wierzchem).
 
 
Ciasteczka Linzertorte
 
 
 
 
Składniki:
 
500 g mąki pszennej
300 g miękkiego masła
80 g cukru
150 g orzechów laskowych bez skórki (lekko przyrumienionych)
1 jajko i 1 żółtko
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
szczypta soli
 
konfitura malinowa do przełożenia (najlepiej bez pestek)
cukier puder do posypania
 
W melakserze zmielić orzechy razem z cukrem. Masło ubić mikserem aż będzie puszyste. Dodać do niego zmielone orzechy z cukrem i znów ubić. Następnie dodać jajko, żółtko, ekstrakt i powtórzyć czynności. Na koniec dodać wymieszaną mąkę z solą i proszkiem, całość  wymieszać na jednolitą masę. Podzielić masę na 4 części, każdą z nich spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez 2 godziny (można też zostawić na całą noc). Po tym czasie wyjmować pojedyncze porcje, wałkować na grubość ok. 3 mm i wykrawać foremkami. Wykrojone ciastka muszą być w takiej samej ilości całe i te z okienkiem. Ułożyć je od razu na blasze wyłożonej pergaminem. Piec w temperaturze 165 stopni C przez ok. 10 min (aż się lekko zrumienią). Powtórzyć czynności do wykorzystania całego ciasta. Gdy ciastka wystygną, te z dziurką posypać cukrem pudrem za pomocą sitka. Na całe będące spodem wykładać konfiturę za pomocą łyżeczki do kawy, całość razem złożyć. Jeśli układamy ciasteczka w pudełku/puszce, należy każdą warstwę przełożyć pergaminem. Smacznego :)
 
  
 
 
Ruiskuorinen olutlimppu i turdus philomelos, czyli mówiąc po polsku - fiński chleb świąteczny i o śpiewaku słów kilka :)

Ruiskuorinen olutlimppu i turdus philomelos, czyli mówiąc po polsku - fiński chleb świąteczny i o śpiewaku słów kilka :)


Święta zbliżają się do nas tak szybko. Czy ktoś podkręca nam kalendarz i zegar ? Jeśli tak i wiecie kto, to dajcie mi znać, potrzebna mi z "nim" poważna rozmowa ;) Tymczasem w  grudniowej Piekarni Amber pieczemy chleb zaproponowany przez Gucia, prowadzącego bloga Kuchnia Gucia. Chleb pachnący świątecznie, wyborny, niezwykły. Taki mi się wydawał po przeczytaniu przepisu i upieczeniu go. Guciu - dziękuję za ten pomysł :) Chleb upiekę również na Święta i z przyjemnością będę go powtarzać.

  
Ruiskuorinen olutlimppu - fiński chleb świąteczny
 
 
 
 
Proporcje na dwa chlebki:
 
Starter:
około 1 g świeżych drożdży
75 ml zimnej wody
150 ml/90 g mąki pszennej (typ 650)
1/2 łyżeczka soli


Ciasto:
125 ml wody (temperatura pokojowa)
125 ml ciemnego piwa 
25 g świeżych drożdży lub 8 g suszonych
60 g mąki żytniej razowej
50 g mąki graham
2 łyżeczki kopru włoskiego
skórka otarta z 2 pomarańczy
1 łyżeczka mielonego imbiru
2 goździki utarte na proszek w moździerzu
90 g melasy
2 łyżki masła (roztopionego i przestudzonego)
1 łyżeczka soli
400 g mąki pszennej o dużej zawartości białka
 
Skórka piwna (kruszonka ):
2,5 g świeżych drożdży
100 ml ciemnego piwa
60 g mąki żytniej razowej
1/4 łyżeczki soli

 
Mąka do obsypania skórki:
15 g mąki żytniej razowej

 

Wykonanie:
 
Starter
Rozpuścić drożdże w wodzie, dodać mąkę i wyrobić przez około dziesięć minut. Dodać sól i wymieszać. Przykryć folią spożywczą i umieścić w lodówce na kilka godzin lub na noc.


Ciasto
Wymieszać w dużej misce wodę, piwo, melasę i sól. Dodać starter. Dodawać, mąki żytnią, graham i przyprawy. Wymieszać i dodawać pozostałą mąkę (konsystencja dość luźna ale pozwalająca na ręczne wyrabianie). Wyrabiać dalej dodając roztopione letnie masło. Wyrabiać ok. 10 minut aż ciasto będzie elastyczne i gładkie. Miskę wysmarować masłem lub oliwą i przełożyć do niej ciasto. Przykryć folią i pozostawić na 30 min. Odgazować i pozostawić na kolejne 30 minut.


Skórka piwna
Rozpuścić drożdże w piwie. Dodać sól i mąkę i szybko wymieszać. Pozostawić przykryte folią na 30 minut.

 

Wykończenie
Ciasto podzielić na dwie części i uformować okrągłe bochenki (składałam jak chleb w celu napięcia wierzchniej skórki). Każdą kulę ciasta przełożyć na papier do pieczenia (łatwiej będzie przenosić do pieca), obłożyć skórką piwną i grubo obsypać mąką żytnią razową (dodatkową). Pozostawić pod przykryciem na 30 - 45 minut w celu wyrośnięcia. Piekłam chleb na mocno nagrzanej blasze 10 min. w temperaturze 230 stopni C, następnie 40 min. w temperaturze 200 C z termoobiegiem (podczas pieczenia dobrze jest otworzyć kilka razy piekarnik w celu uzyskania większej chrupkości skórki). Po upieczeniu umieścić chleb na kratce do przestudzenia.
 
Ruiskuorinen olutlimppu  na blogach:


 ***
 
Dziś bohaterem wpisu jest śpiewak, ptak z rodziny drozdowatych, który przybywa do nas na lęgi wiosną każdego roku.


Wczesną jesienią śpiewaki znikają, przenosząc się na południe Europy, żeby przezimować w bardziej sprzyjających dla siebie warunkach. Tak się jednak zdarzyło, że w lesie od kilku tygodni obserwujemy trzy śpiewaki, którym wcale nie w głowie wędrówka do ciepłych krajów. To natchnęło mnie do napisania o philomelosie. Z tego co wyczytałam w książce A. Kruszewicza "Ptaki Polski"  philomelos  pochodzi od dwóch greckich słów: philos - miłośnik i melos - melodia, śpiew. 
 
 
Na moje szczęście, "miłośników śpiewu" wiosną jest w bukowym lesie całkiem sporo. Śpiewają jak mało kto.  Ich urocze melodie rozbrzmiewają z koron drzew i koją duszę. W przewodniku Collinsa  drozdowa "piosenka" zapisana jest tak : "kiukliwi, kiukliwi, tiksi, tiksi, tiksi, pii- ch, trriu, trriu, trriu, tiksifiks, cziu, cziu, cziu, ko - ku, kilkiks, ko - ku, kikliks..." Tylko czy język ludzki może odtworzyć ptasią wirtuozerię ? Bardzo w to wątpię. Podaję to raczej jako ciekawostkę niż chęć przekazania  Wam jak brzmi śpiew ptaka.
 
 
Śpiewaki przybywają do nas zwykle w kwietniu, ale my mieszkamy na północnym krańcu Polski, więc zapewne w głębi kraju są trochę wcześniej. Najpierw przylatują samce, potem samice. Gdy już dobiorą się w pary, lepią gniazdo. Kiedyś udało nam się wypatrzeć gniazdo w naszym lesie, dobrze zamaskowane, schowane wśród pnączy, wylepione z dodatkiem gliny. Samiczka wychyliła głowę i dzięki temu udało nam się je zobaczyć. W rzeczywistości było to odkrycie przy okazji obserwacji zięb, które założyły swoje gniazdo po sąsiedzku.
 

Będąc w Puszczy Białowieskiej mieliśmy więcej szczęścia, bo gniazdo położone było tuż przy szlaku, na niedużej wysokości. Samiczka dobrze widoczna w gnieździe wysiadywała jaja. Nie podchodziliśmy blisko, żeby jej nie wystraszyć. Dzięki teleobiektywowi udało nam się zrobić to zdjęcie.
 
 
Wysiadywanie jaj (4 - 5 szt.) trwa około 14 dni. Pisklęta opuszczają gniazdo po kolejnych dwóch tygodniach, dokarmiane są przez samca jeszcze 14 dni po opuszczeniu gniazda, a samica przystępuje do kolejnego lęgu. Całe szczęście, bo śmiertelność wśród młodych wynosi aż 50 %.

 
Drozd (turdus) śpiewak  ma bardzo urozmaiconą dietę, ale ma też pewną ciekawą skłonność, jeśli chodzi o poszukiwanie pożywienia. Bardzo gustuje w ślimakach. Nie raz w lesie znajdowaliśmy skorupki, do których się dobrał, ale tylko raz udało nam się to sfotografować.
 
 
Ptak rozprawiał się ze ślimakiem na ścieżce do Leśniczówki Witomino, był jednak bardzo daleko, stąd trochę słabe zdjęcie. Rozbijał skorupkę o kamienie. Taka dieta jest szczególnie ważna dla samic, gdyż dostarcza niezbędnego wapnia, potrzebnego do budowy skorupek jaj w okresie lęgowym.
 
 
Innym pokarmem, po który chętnie sięgają śpiewaki są dżdżownice. Niestety kumulują one w sobie jaja pasożytów, co jest częstym utrapieniem dla ptaków.
 
 
Teraz w okresie zimowym zaobserwowaliśmy, że chętnie podjadają jemiołę i właśnie w takich miejscach, gdzie jest jej dostatek najczęściej spotykamy nasze "zimowe" drozdy. Wśród gałązek są prawie niewidoczne, na szczęście chwilowe choćby promienie słońca sprawiają, że chętniej przysiadają w eksponowanych miejscach, gdzie można zrobić im zdjęcie. To poniższe zrobiłam pod koniec listopada w koronie sosny.
 
 
Drozdy nie miały nigdy łatwego życia. Już 12 000 lat temu były chwytane przez ludzi dla pożywienia. Odniesienia do tego są nawet w "Odysei". Zakazane lepy na drobne ptaki ciągle stosują Hiszpanie, zwłaszcza w Walencji, choć Unia Europejska wydała zakaz na tego typu praktyki. Podobnie rzecz ma się na Bliskim Wschodzie, gdzie polowanie na ptaki to codzienność. Liban jest tu w czołówce. Z krajów bliżej położonych Polski, najwięcej ptaków ginie w Rumunii.
 
 
Szacuje się, że spośród 5 mld ptaków, które lecą do Afryki i w rejon Morza Śródziemnego na okres zimowy, ginie około miliard za każdym razem. Czy nasi "ryzykanci", którzy zimują u nas mają większe szanse na przeżycie... ? Trudno powiedzieć.
 
 
Odkąd interesuję się ptakami, mam coraz większą  świadomość, jak ciężkie mają one życie.
 
 
Mam jednak nadzieję, że wiosną znów do nas przylecą i będziemy mieli ten przywilej, by słuchać ich niezwykłego śpiewu. To gatunek, który ciągle najlepiej czuje się w lesie, choć można spotkać śpiewaki też w ogrodach, czy parkach. Mam też nadzieję, że nie dojdzie do takiej sytuacji, jak w Holandii czy Wielkiej Brytanii, gdzie liczba śpiewaków spadła o ponad 50% i zaliczono je do zwierząt zagrożonych wyginięciem.
 
 

Pigwy nadziewane jagnięciną z dodatkiem granatu i kolendry. Podróżniczo - szkockie miasteczko Curloss.

Pigwy nadziewane jagnięciną z dodatkiem granatu i kolendry. Podróżniczo - szkockie miasteczko Curloss.

 
To danie nie pochodzi ze Szkocji, choć jagnięcina nieodłącznie kojarzy mi się właśnie z tym krajem. Autorem przepisu jest Yotam Ottolenghi i można go znaleźć w książce "Jerozolima". Danie jest pyszne i postanowiłam nie czekać na jego publikację do czasu, aż znów odwiedzę Izrael. Wszak pigwę można kupić tylko jesienią. Zatem do dzieła :)
 
 
 
Pigwy nadziewane jagnięciną z dodatkiem granatu i kolendry
 
 
 


Składniki na dwie porcje:
 
2 dojrzałe pigwy (każda po ok. 30-35 dag)
200 g zmielonej grubo jagnięciny
1 mały ząbek czosnku drobno posiekany
1/2 czerwonej chili drobno posiekanej
10 g posiekanej naci kolendry oraz dodatkowo 1 łyżka do przybrania
25 g bułki tartej
1/2 łyżeczki utartego na proszek ziela angielskiego
20 g drobno startego  świeżego imbiru
1 średnia cebula drobno posiekana
1 jajko M
1/2 wyciśniętej cytryny oraz dodatkowo 1 łyżeczka soku z cytryny
3 łyżki oliwy
4 strączki kardamonu
1 łyżeczka syropu z granatów
1 łyżeczka cukru
300 ml bulionu z kurczaka
1-2 łyżki pestek z granatu
sól, czarny pieprz
 
Mięso łożyć do miski/głębokiego talerza. Dodać czosnek, chili, kolendrę, tarta bułkę, ziele angielskie, połowę imbiru, połowę cebuli, jajko, 1/2 płaskiej łyżeczki soli i czarny zmielony pieprz do smaku. Wymieszać dobrze ręką i odstawić na bok.
 
Umyć pigwy, obrać ze skórki. Następnie włożyć je do naczynia z woda i wyciśniętym sokiem z połowy cytryny (dzięki temu nie zmienia koloru). Każdą pigwę przeciąć na pół wzdłuż i wydrążyć miąższ (najlepiej robi się to przy pomocy kulkownicy do melona)  ze środka tak, żeby pozostała "łódka" o grubości ok. 1 cm. Z wydrążonego miąższu odrzucić gniazda nasienne, pozostały miąższ zachować. Wypełnić połówki owoców przygotowaną masa mięsną, dociskając mięso do dna.
 

Rozgrzać oliwę na patelni z pokrywką. Miąższ pigwy zmiksować. Na patelni zeszklić cebulę,  przesmażyć tez na rozgrzanym tłuszczu imbir i strączki kardamonu. Wyłożyć na patelnię miąższ z pigwy i smażyć razem kilka minut. Następnie dodać syrop, sok z cytryny, cukier, bulion, 1/2 łyżeczki soli i trochę świeżo zmielonego czarnego pieprzu.  Włożyć do sosu  połówki pigwy napełnione mięsem (nadzieniem do góry), zmniejszyć ogień, przykryć patelnię i dusić ok. 30 min. Po tym czasie pigwa powinna być miękka a mięso dobrze ugotowane. Zdjąć przykrywkę i gotować  sos jeszcze jakieś dwie minuty, żeby go zredukować. Podawać posypane zieloną kolendrą i pestkami granatu.
 
 
***
 
Dziś nieco wspomnień z Curloss, położonego nad zatoką Firth of Forth.  To zatoka Morza Północnego, wcinająca się w ląd na głębokość 80 km. Po jej drugiej stronie znajduje się najważniejszy port tego rejonu - Edynburg. Curloss to miasteczko niegdyś tętniące życiem, było dobrze prosperującym portem, dzięki wymianie handlowej z Holandią. Bliska kopalnia węgla również zapewniała  pracę wielu mieszkańcom. Jest ono najlepiej zachowanym szkockim miastem z XVII wieku.
 
 
Powyżej ratusz. Na górnym jego piętrze niegdyś więziono i przesłuchiwano czarownice przed egzekucjami wykonywanymi w Edynburgu (trafiała tam spora część spośród 4 tyś. kobiet straconych w Szkocji w latach 1560-1707).

 
Na szczęście to odległa przeszłość, a o uroku miasta dziś w głównej mierze świadczą jego zabudowania.


Przysadziste domy mają charakterystyczne, kamienne zwieńczenia wokół okien i drzwi.

 
Trwałym świadectwem wpływów niderlandzkich (spowodowanych współpracą handlową miasteczka)  są  w zabudowie schodkowe szczyty domów.

 
Oprócz starych, niezwykłych domów i brukowanych uliczek jest też inny malowniczy zakątek, do którego trzeba podejść pod górę. To opactwo cystersów, założone na ziemiach podarowanych Kościołowi w 1217 r. przez hrabiego Fife.
 

Dziś jednak pozostały tylko ruiny, świadczące o majestacie i potędze niegdysiejszej budowli.

 
 Po sąsiedzku z nimi znajduje się XVII-wieczna plebania
 
 
i dawne prezbiterium świątyni klasztornej, które od 1633 r. pełni funkcję parafialnego kościoła.
 
 
 
Przykościelny cmentarz pochodzi z XVIII wieku i jak widać po nagrobkach, bardzo się już rozchwiały.
 
 
Nam najbardziej spodobał się położony u stóp dawnego opactwa prywatny ogród, udostępniony do wejścia.
 
 
Starannie utrzymany, położony na opadającej delikatnie ścianie wzgórza, zapewniał widok na zatokę i był prawdziwą oazą naturalnego piękna.
 
 
 






 
 

Comber sarni w aromatycznym sosie z warzywami korzennymi i grzybami. Podróżniczo - Szkocja - Wester Ross.

Comber sarni w aromatycznym sosie z warzywami korzennymi i grzybami. Podróżniczo - Szkocja - Wester Ross.


Jesień skłania do nostalgii jak żadna inna pora roku. Czasem i mnie dopada. Najczęściej wracam wtedy pamięcią do miejsc, które ... trzeba tu się otwarcie przyznać ... pokochałam. Szkocja to najprawdziwsza miłość od pierwszego wejrzenia, niespodziewana i pełna porywających emocji, działająca na mnie jak żaden inny kraj na Ziemi. Nie umiem do końca zrozumieć tego fenomenu, ale czy uczucia da się  racjonalnie wytłumaczyć ? Z pewnością wiem co tak bardzo w niej pokochałam - naturalną przestrzeń i barwy. Dziś więc wracam tam znów, tym razem do Wester Ross, gdzie byliśmy z Piotrem dwukrotnie. A skoro dziś o Szkocji to musi być dziczyzna...



Comber z sarniny z  aromatycznym sosem, puree z selera, marchewkami i grzybami


  
Składniki:

comber z sarny (porcje po ok. 150 g na osobę)
1-2 łyżki świeżo utłuczonego w moździerzu czarnego pieprzu
oliwa do smażenia

Na marynatę:
12 jagód jałowca
2 strąki zielonego kardamonu/rozgniecione
4-5 gałązek tymianku
1-2 gałązki rozmarynu
3 łyżki sherry medium sweet
3/4 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka od kawy musztardy Dijon
6 łyżek oliwy

Mięso umyć, osuszyć, do woreczka strunowego wlać przygotowaną z powyższych składników marynatę, wymieszać razem, zamknąć woreczek i włożyć na noc do lodówki.

Sos:
250 ml bulionu
250 ml wytrawnego, czerwonego wina
150 ml porto
listek laurowy
2 ziarenka ziela angielskiego
2 -3 gałązki tymianku
1 szalotka, pokrojona
1 czubata łyżka galaretki z czerwonej porzeczki
15 g gorzkiej czekolady 70 %
świeżo zmielony czarny pieprz
sól
1 łyżeczka masła

Szalotkę zeszklić na maśle, podlać bulionem, dodać wino i porto, następnie tymianek, liść, ziele i całość zagotować. Następnie płyn redukować na małym ogniu przez ok. 20 -30 min do uzyskania gęstego sosu. Na koniec dodać galaretkę, czekoladę i doprawić pieprzem i solą.

Puree z selera:
po ok. 1/2 selera (średniego) na porcję
mleko
sól
biały pieprz
gałka muszkatołowa
śmietana 18 %

Selery obrać i pokroić na plastry. Zagotować mleko lub mleko wymieszane z wodą, posolone. Wrzucić na wrzące plastry selera i gotować na małym ogniu do miękkości. Następnie seler odcedzić na sicie, zmiksować, dodać śmietaną do pożądanej konsystencji, doprawić do smaku pieprzem, solą i zmieloną gałką.

Młode marchewki:
po ok. 3 marchewki na porcję
1 łyżka masła
sól

Młode marchewki opłukać, wrzucić na osolony wrzątek i obgotować na pół twardo. Następnie wyjąć z wody, wytrzeć ręcznikiem papierowym i obsmażyć na rozgrzanym maśle przez ok. 2 min tuż przed podaniem.

Smażone grzyby
grzyby leśne (najlepiej prawdziwki) po ok. 2-3 średnie na porcję
1 łyżka masła
sól, pieprz

Grzyby oczyścić, przekroić wzdłuż na połówki i obsmażyć na maśle tuz przed podaniem, posolić i posypać świeżo zmielonym pieprzem na koniec.

Przygotowanie mięsa:
Rozgrzać piekarnik do 200 stopni.
Przygotować taką patelnię do smażenia, która będziemy mogli włożyć do rozgrzanego piekarnika. Mięso wytrzeć do sucha, po wyjęciu z marynaty. Jeśli jest w całości trzeba ją podzielić na porcje po ok. 150 g na osobę. Obtoczyć w utłuczonym pieprzu i usmażyć na rozgrzanej oliwie z każdej strony. Trwa to bardzo krótko, chodzi o to, żeby zamknąć pory mięsa, więc jest to kilka sekund z każdej strony. Następnie patelnię wstawić do piekarnika na 5 minut. Po 5 minutach wyjąć patelnię, kawałki combra przełożyć na deskę, dać im odpocząć 3-4 minuty. Następnie pokroić go na kawałki.

Złożenie dania:
Na podgrzane talerze wyłożyć puree z selera, na to ułożyć kawałki combra i polać je sosem. Obok ułożyć przygotowane marchewki i grzyby.


 ***



Wester Ross to nadmorska, zachodnia część starego hrabstwa Ross. Słynie z typowych, szkockich krajobrazów. Szkoci traktują ten rejon jako miejsce weekendowych wypadów, ale tak jak wszędzie nie ma tam tłumów. My objechaliśmy Wester Ross już dwukrotnie, zawsze w ciągu jednego dnia. Podczas ostatniego pobytu zaczęliśmy od pieszej trasy u stóp masywu górskiego Beinn Eighe. Jak zawsze w tego typu miejscach był parking, tablice informacyjne z mapkami do wzięcia. Szkocja to bardzo przyjazny kraj do pieszych wędrówek.


Nasza trasa wiodła po pierwszym w Wielkiej Brytanii Narodowym Rezerwacie Przyrody, założonym w 1950 r. Zaczynamy od brzegu Loch Maree z widokiem na górę Slioch, jedną z bardziej znanych i często fotografowanych gór Szkocji.




Piękny, dziki krajobraz stanowią pozostałości sosnowych lasów kaledońskich. Trasa rozciąga się po zboczach gór, a u stóp można podziwiać malowniczy Loch Maree.




To czwarte co do wielkości jezioro Wielkiej Brytanii, liczy ok. 20 km długości.


Ciekawie przedstawia się świat roślin, pełno tu kwitnących wrzosów i kolorowych mchów.


Okolice Loch Maree uznawane są za jedne z najlepszych do tropienia jeleni.




Nam udaje się jedynie wytropić drobne ptaki, takie jak rudziki, zięby i sikorki.


Przy szlaku podziwiamy piękne sosny.


Udało nam się zobaczyć endemicznego krzyżodzioba szkockiego, który  przypomina krzyżodzioba świerkowego. Ponieważ widzieliśmy go jedynie przez krótką chwilę, zdjęcie nie wyszło.



Po odwiedzeniu rezerwatu ruszyliśmy w dalszą drogę. Po drodze zatrzymaliśmy się nad Loch Bad Sgalaig.

Puste i pełne uroku miejsce, w którym naszą uwagę przyciągnął  dom, stojący w tym odludnym miejscu.


Kolejnym przystankiem była miejscowość Gairloch, dawna osada rolnicza, pięknie położona nad zatoką o tej samej nazwie.


Usiedliśmy sobie na ławce w punkcie, z którego mogliśmy obserwować okolice i zjedliśmy drugie śniadanie w towarzystwie drozda.




Ruszając dalej w drodze mijamy okolice Loch Tollaidh, szczególnie cenionego przez wędkarzy, którzy łowią tam głównie dzikiego pstrąga potokowego.
 

Mnie zachwycają szczególnie nenufary,  rosnące w wodzie przy drodze.


Dojeżdżamy do malowniczej Zatoki Gruinard.


Poruszając się wzdłuż wybrzeża docieramy do miejsca, gdzie wcina się ona najgłębiej w ląd.




Na wyspie w  zatoce, w okresie drugiej wojny światowej, robiono eksperymenty z bronią biologiczną. Ze względu na obecność zarazków wąglika, które mogą przetrwać w glebie nawet tysiąc lat, był tam zakaz wstępu.


Dopiero pod presją opinii publicznej przeprowadzono odkażanie i od 1990 roku uznano ją za bezpieczną.




Kolejnym przystankiem jest Ullapool. Małe miasteczko, liczące ok. 1300 mieszkańców jest największą osadą w  północno - zachodniej Szkocji.


Leżące na wschodnim wybrzeżu Zatoki Broom powstało w XVIII wieku jako port dla poławiaczy śledzi, wciąż jest ważnym portem rybackim. 


Mimo szczytu sezonu letniego robi wrażenie opustoszałego :) Turyści przyjeżdżają tam m. in. ze względu na połączenia promowe na wyspy.


W okolicach Dundonnell zatrzymujemy się przy rozlewiskach, które napełniają się wodą morską, choć, bezpośredniego połączenia z morzem nie mają.




Ostatnim przystankiem podróży po Wester Ross jest brzeg Loch Glascarnoch.


Kiedyś znów tam pojedziemy - żeby popatrzeć na naturalne przestrzenie, niezwykłe krajobrazy, pochodzić ścieżkami i pobyć w tym cudzie natury :)